Szkielet nie wystarczy...
... czyli rzecz o edukacji klienta.
Pisząc w tytule "szkielet" mam na myśli szkielet strony.
Jeśli serwis jest nakierowany na prezentacje treści to sam szkielet będzie stanowił niewielki procent całości strony. Dlatego tak ważne jest dbanie o jakość treści. Najczęściej wykorzystanie edytorów WYSIWYG w systemach zarządzania treścią podyktowane jest wygoda wprowadzania tejże przez osoby za to odpowiedzialne. Niestety bardzo często brak konieczności wglądu w kod odbierany jest jako zwolnienie z odpowiedzialności za jego jakość i wpływ na dostępność.
Częsty scenariusz - koszmar webmastera:
Webmaster się przyłożył i dopieścił serwis, przetestowany - spełnia założenia WCAG na poziomie potrójne A. Uruchomiono go z wielką pompą a kilka dni później ktoś na głównej stronie edytował notkę wbudowanym w CMS edytorem graficznym i po wklejeniu tekstu z dokumentu pakietu biurowego pojawiły się kwiatki w postaci <font color="#bababa" size="8px"> - bo szary na białym i to maciupką czcionką tak ładnie wygląda, albo zdjęcie nowego prezesa podpisane alt="DCF1020", żeby każdy wiedział ile zdjęć zrobiono już firmową cyfrówką.
Co z tym fantem zrobić?
Sprawa pierwsza, podstawowa, to edukacja.
Dla sporej części osób odpowiedzialnych za aktualizacje treści będzie to pierwsze spotkanie z HTML (ba! nawet mogą sobie tego nie uświadamiać) dlatego w "komplecie" ze stroną powinno być szkolenie i materiały nie tylko dokumentujące techniczną stronę edycji ale również zawierające podstawowe informacje o dostępności.
Klient - menedżer musi wiedzieć jakie są korzyści z posiadania dostępnej strony. Dzięki tej świadomości będzie widział własny interes w utrzymaniu dobrej jakości i będzie mobilizował osoby odpowiedzialne za edycję do trzymania się standardów.
Sprawa druga, to wyłapywanie potknięć.
Chyba żaden webmaster będzie regularnie przeglądał strona po stronie serwis swojego klienta by wychwycić błędy. Nie oszukujmy się, musi z czegoś żyć, a to znaczy, że jeśli za taki audyt nie będzie miał płacone to zajmie się dochodowymi pracami. Pewnie zerknie od czasu do czasu, żeby sprawdzić "jak idzie". Ale kompleksowej weryfikacji lepiej zapomnieć.
Rozwiązaniem dla menedżera jest właśnie zamówienie okresowego audytu. Ktoś się zobowiązuje na piśmie do przebadania serwisu, dostaje za to wynagrodzenie, obie strony są zadowolone, a jeszcze bardziej zainteresowani dostępnością.
Zgłaszanie uwag.
Czymś na kształt "bezpłatnego audytu" na pewno będą wszelkie konstruktywne uwagi od użytkowników serwisu. To do nich jest kierowany. Dlatego nie można lekceważyć ich potrzeb. Z drugiej strony jeśli widzisz, że taki czy inny element (albo jego brak) przeszkadza Ci w korzystaniu ze strony - pisz do osoby odpowiedzialnej. Pamiętaj jednak, żeby szanować prawo do popełniania błędów. Z obustronnego doświadczenia wiem, że ludzie szybciej reagują na grzeczne zwrócenie uwagi niż na inwektywy pod adresem serwisu i jego (często Bogu ducha winnego) twórcy.
Pisząc podaj adres strony na której zauważyłeś błąd, opisz co jest nie tak i dlaczego tak uważasz, jeśli masz czas i chęć - zaproponuj rozwiązanie. W przypadku mało doświadczonych osób oszczędzi im to godzin dochodzenia "jak to powinno być" i przyspieszy naniesienie poprawek.
Wiem, że brzmi to nieco utopijnie. W przypadku serwisów, które nie dbają o dostępność, zgłaszanie uwag często jest jak rzucanie grochem o ścianę. Patrz liczne przykłady cynicznych wręcz odpowiedzi na akcje organizowane przez Osiołki.net.
Jeśli jednak właściciel strony deklaruje dbałość o dostępność takie napominanie przynosi efekty. Sam miałem okazję się o tym przekonać kilkukrotnie w ostatnim czasie. I to zarówno zgłaszając uwagi redaktorom ENERGA.pl, czy Europejskiego Centrum Edukacji Medialnej (o czym wspomniałem przy okazji zaproszenia na debatę). Jak również odbierając uwagi dotyczące niniejszego bloga
Na koniec
Pozostaje jeszcze do dyskusji kwestia zarzucenia edytorów WYSIWYG, jako źródła problemów na rzecz "ręcznego" pisania kodu przez redaktorów serwisu, lub rozwiązań pośrednich (bbCode, formatowanie wiki). Ale to temat na osobny wpis.
Tak przy okazji: niedawno toczyła się ciekawa polemika związana z tematem formatowania treści, a w szczególności atrybutów alt dla obrazów na emailowej liście dyskusyjnej. Lista jest otwarta - zapraszam do zapisania i dyskutowania.







28 listopada 2007 o 11:54
Tak to ciekawe, ciężko zrezygnować z WYSIWYG, chyba, że zastąpimy go przez WIKI
28 listopada 2007 o 15:31
Weź pod uwagę że nie dla każdego klienta składnia wiki jest na tyle inrtuicyjna co inrerfejs WYSIWYG. Są też przecierz edytory WYSIWYM (What You See Is What You Mean) które dbają o semantykę i poprawność składni bardziej niż o odwzorowanie realne końcowego efektu. Mimo to użytkownik widzi to jak w przybliżeniu tekst będzie wyglądał.
01 grudnia 2007 o 20:16
WYSIWYG, Wiki, BB czy dowolny inny TrzyLiterowySkrót nie pomoże jeśli użytkownik "nie czuje" co to jest struktura dokumentu. Jeśli dla kogoś tytuł rozdziału jest równoznaczny z:
[enter], [enter], [spacja]x20, "Rozdział 2", [pogrubienie] [kolor:niebieski] [rozmiar:16], [enter],
nie widzę większej szansy na powstanie dostępnej treści. Dlatego, uzupełniając pierwszy postulat Tomka, należy uświadamiać klientów o konieczności edukacji w zakresie poprawnej kompozycji i redakcji tekstów. Skorzystają użytkownicy końcowi strony. Skorzysta i sam redaktor, bo w przyszłości bez problemu opanuje kolejny sposób notacji czy narzędzie edytorskie.
16 stycznia 2008 o 23:06
[...] Szkielet nie wystarczy [...]